Dla wielu długie weekendy to czas wyjazdów i szukania wytchnienia wśród zieleni, a dla mnie... Dla mnie to wizyty bliskich znajomych i przyjaciół, którzy cenią sobie panujący w lesie spokój i ciszę oraz towarzystwo moich rozbrykanych zwierząt. Piekę wtedy ciasto cynamonowe z miodem i rodzynkami, albo - gdy są wyraźne życzenia dodatkowo ciasto czekoladowe, przygotowuję zapas składników na sałatki i różne wersje spaghetti - nie po to się przecież spotykamy, by spędzać czas w kuchni na szykowaniu posiłków, a włoszczyzna pozwala na przygotowanie posiłku w dwadzieścia minut, nawet dla ośmiu osób.
Nie przeszkadza nam żadna pogoda, bo w każdej odnajdujemy się bardzo dobrze. W ostatnie dni wypróbowywane były np. przeciwdeszczowe kurtki, które zostały niedawno zakupione i mają się przydać w górach. Drzwi domu zaczęły się otwierać w środę wieczorem, a zamknęły dziś o godzinie ósmej rano, kiedy pożegnałam ostatniego gościa. I to tylko dlatego, że koleżanka (jeszcze ze szkolnej ławy podstawówkowej) - ku mojej jawnej zazdrości - z plecakiem wypełnionym wszelkimi potrzebnymi rzeczami, powędrowała do pociągu... i prosto w góry. Tymczasem ja jutro będę się przeciskała wśród samochodów na drodze do pracy. Plan był zupełnie inny, bo miałyśmy wyruszyć razem - ale urlopy mają to do siebie, że czasem muszą zostać przesunięte ze względu na „obiektywne okoliczności". Tak było i tym razem. Oczywiście w moim wypadku.
Musiały mi wystarczyć nasze rozmowy o wędrówkach, jakże wiele mających odniesień do zachowań w życiu codziennym. Bo w górach wychodzi z ludzi ich prawdziwy charakter, gotowość do poświęceń oraz rezygnacji z własnych ambicji. Trzeba tam umieć schować własne ja, przestać myśleć kategoriami własnych potrzeb. Odnaleźć nawet najgłębiej schowaną pokorę. Niestety nie każdemu się to udaje. Mówiłyśmy o tym, że tam, jak w życiu - jeśli ktoś idzie, by zaliczyć kolejny szczyt, bez względu na wszystko, używa przy tym argumentów typu:
- Każdy sam musi się zmierzyć z tą górą.
A potem za wszelką cenę, mimo zagrożenia dla siebie i innych dokonuje ataku szczytowego - tak samo postępuje zapewne w życiu. Ważne jest dla niego to, by na mapie zaznaczać kolejne krzyżyki i mówić głośno, by wszyscy słyszeli:
- Dokonałem tego.
Utarło się powiedzenie, że ludzie gór są honorowi, nie dają się porwać niskim uczuciom. Nie mam tak ogromnego doświadczenia, jak Agnieszka, nic więc dziwnego, że to ona głównie sypała, jak z rękawa, przykładami na to - ile razy zawiodła się w górach na ludziach. W najmniej oczekiwanych okolicznościach. I nie ważne, czy był to Mont Blanc, czy Tien Shan, Szkocja, czy polskie Tatry. Nie ważne, czy byli to Polacy, czy członkowie ekip z innych krajów.
(Dolina Cichej - 2008)
Przy kominku dobrze się rozmawia, więc od razu nasunęło się nam skojarzenie, że dokładnie tak samo jest w życiu. Oczywiście, można też tłumaczyć, ze w sytuacjach ekstremalnego zagrożenia, na dużych wysokościach włącza się u niektórych osób tak silna wola przetrwania, że zaczynają działać mechanizmy, o których sami nie mieliśmy pojęcia i są silniejsze od nas samych. Częściej jednak sytuacje nie są aż tak groźne, ale mogą je groźnymi stworzyć. Wówczas widać wyraźnie, kto o czym myśli, wchodząc pod górę. Czy rozważa rezygnację, nawet na sto metrów przed szczytem. Umiejętność rezygnacji z marzenia - to niezwykle cenna rzecz. I wcale nie świadczy o braku wytrwałości, czy tchórzostwie, tylko często jest oznaką mądrości, a także odpowiedzialności. Nie tylko za samego siebie, ale również za towarzyszy podróży. I to niezależnie, czy jest to podróż w góry - czy podróż przez życie. Świat, w którym żyjemy uczy nas, że aby przetrwać należy rwać wszystko pazurami i zagarniać pod siebie... ale czy to faktycznie powinno być celem naszego życia - żywić się wyszarpanymi ochłapami? Kosztem innych? Nie lepiej się zatrzymać, rozejrzeć dookoła i wchłonąć widok tego, co już udało się nam osiągnąć, zebrać siły i jeśli czujemy taką potrzebę - zacząć jeszcze raz, nawet jeśli trzeba zaczynać w zupełnie innym miejscu?
Tak... lubię te długie weekendy, gdy drzwi domu się nie zamykają, zapraszając życzliwych mi ludzi do środka. Psy i kot są dopieszczane ponad miarę, a ja wiem, że będę mogła wymienić myśli z tymi, którzy myślą i czują więcej. Bo potrafią się zatrzymać.
(Gorce IX.2008)
poniedziałek, 22 marca 2010
| « czerwiec » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 |
| 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |
| 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 |
| 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 |
| 29 | 30 | |||||
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Dziennikarka (teraz tv, dawniej radio i prasa), pisząca prozę, ale czasami i poezje. Do poczucia normalności potrzebuje towarzystwa ludzi i zwierząt - szczególnie psów, koni, kotów. Kocha przyrodę, wędrówki i podróże.