Są ludzie, którzy by sięgnąć marzeń, mozolnie się wspinają, pokonując swoje słabości. I sprawia im to niesamowitą radość. Każdy krok, okupowany nawet łzami, wynagradza potem widok roztaczający się przed oczami i rozpierające klatkę piersiową szczęście, przemieszane z powietrzem wdychanym na wysokości zdecydowanie powyżej 5000 m.n.p.m.
Tacy ludzie właśnie, wyruszyli na Aconcaguę - Kamiennego Strażnika. Góra ta należy do "Korony Ziemi" i jest najwyższym szczytem znajdującym się poza Azją. Leży w Ameryce Południowej w argentyńskiej prowincji Mendoga, czyli w najrozleglejszych górach świata - Andach.
Śmiałkowie to dziesięć osób, w tym moja serdeczna koleżanka jeszcze z czasów szkoły podstawowej, bardzo silna, a zarazem wrażliwa kobieta:
Agnieszka Wieczorek
O reszcie uczestników wyprawy i planie ataku na szczyt możecie przeczytać na stronie:
Serdecznie polecam lekturę strony i... trzymajmy kciuki za powodzenie wyprawy :)
Tak, jestem jedną z ofiar przebrzydłej "grypy sezonowej". Od świąt klnę, na czym świat stoi, nie mogąc się pozbyć na przemian kataru, kaszlu, bólu gardła i mięśni, nie wspominając o ogólnym poczuciu zniecierpliwienia. Czuję się niczym zwierzę zamknięte w klatce. I może dlatego z utęsknieniem czekam, kiedy będę mogła wreszcie pojechać do Stobnicy. Miejsca, w którym żyją zaprzyjaźnione z człowiekiem piękne zwierzęta, będące dla mnie uosobieniem wolności. Wilki.
Tylko raz miałam możliwość dotknąć pięknej, stalowo-srebrzystej sierści, ale nie było to niestety w Polsce. Wielki wilk oparł swój łeb o moje ramię i spojrzał mi prosto w oczy. Mam psy, wiem, co oznacza położenie łba w taki sposób, ale mimo to nie bałam się. Bursztynowe oczyska, choć przenikliwe, były bardzo spokojne.
Po jakimś czasie Vigo (tak wilk miał na imię) zaczął się zachowywać, jak wielki pies. Próbował się ze mną bawić, szorował jęzorem po moich rękach, nawet delikatnie mnie podgryzał. W końcu przewrócił się na grzbiet i pozwolił głaskać po brzuchu. Moje dwa owczarki niemieckie są dużymi psami, ale przy nim wydawały mi się maleńkie i drobne. Vigo miał mocną, niezwykle umięśnioną, zwartą sylwetkę, czuć było od niego specyficzny zapach dzikości. Spotkanie to wywarło na mnie ogromne wrażenie i obiecałam sobie, że nie będzie ostatnim. Dopiero niedawno dowiedziałam się, że w Stobnicy, około 40 km od Poznania, istnieje stacja, w której przebywają oswojone wilki. Każdy z nich ma swoją historię, niejednokrotnie tragiczną. Niektóre z nich mają za sobą spotkanie z kłusownikami, albo były traktowane jak maskotki i prowadzane na sznurku jako atrakcja turystyczna.
W Stobnicy dochodzą do równowagi, ale już niestety nie mogą wrócić do naturalnego środowiska. I tak leżąc w moim leśnym domu i wyglądając za okno, jednocześnie pociągając zakatarzonym nosem, obiecuję sobie pojechać tam, by jeszcze raz móc zanurzyć dłoń w gęstej szarej sierści i spojrzeć w nieco dzikie oczy.

Kazan ze Stobnickiej Stacji.
wtorek, 9 lutego 2010
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Dziennikarka (teraz tv, dawniej radio i prasa), pisząca prozę, ale czasami i poezje. Do poczucia normalności potrzebuje towarzystwa ludzi i zwierząt - szczególnie psów, koni, kotów. Kocha przyrodę, wędrówki i podróże.