Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Polański i kabotyni.

wtorek, 13 października 2009 11:05


            Od zatrzymania Romana Polańskiego minął już co prawda jakiś czas, ale nie mogę przejść do porządku dziennego nie komentując tego, co znajduję w wypowiedziach środowiska artystycznego. Bulwersują mnie szczególnie wypowiedzi kobiet, które same mają dzieci.
Wynoszenie ponad moralność dorobku reżysera jest dla mnie szczytem kabotynizmu. Reżyser to przecież również rzemieślnik, który wykonuje swoją pracę. Tak samo, jak ślusarz, zegarmistrz czy ktokolwiek inny. Nie jest nadczłowiekiem, ani nie obowiązują go inne normy moralne.
Niezwykle celnie napisała o tym prof. Magdalena Środa:
"Zaczynam się poważnie zastanawiać, czy to środowisko nie ma jakichś głębszych problemów, większychh niż te, które ma Roman Polański".
Słuchając wypowiedzi takich aktorek, jak Katarzyna Figura, która łamiącym się głosem wołała, że aresztowanie reżysera, to wielki międzynarodowy skandal, czy niejaka pani Dorota Stalińska, która wysnuła tezę, że to trzynastoletnie dziewczynki uwodzą niczego nieświadomych, biednych czterdziestoparolatków, trudno się z panią profesor nie zgodzić.
            A już obrzydliwościa jest dla mnie nazywanie dziewczynki nastoletnią prostytutką, która przecież lubiła chłopców, skoro nie była dziewicą i to nic dziwnego, że Polański mógł sobie pozwolić na wciśnięcie penisa do odbytu dziecka. Ale w końcu: to przecież było tak dawno, a biedny Polański tyle wycierpiał w warszawskim getcie - z pewnością można go wytłumaczyć i zwalić winę na wszystkich i wszystko, tylko nie na niego. Tak samo, czy to takie dziwne, że przez trzydzieści lat świadomie unikał wymiaru sprawiedliwości? Przecież to amerykańskie prawo to adwokacka komercha i głupota. Skazują tam za byle bzdurę, więc trzeba się przed amerykańskim wymiarem sprawiedliwości chować.
Ciekawe, czy gdyby Polański zabił kogoś, jadąc samochodem i uciekł z miejsca wypadku, to czy też by tak głosno i chętnie go popierano, czy może też uznanoby, że przecież to było tak dawno temu... 
Niewielu przedstawicieli środowiska filmowego i politycznego nawet, miało dość odwagi, by powiedzieć głośno: ten człowiek zgwałcił dziecko.
To on był dorosły i świadomy tego, co robi. Ze stenogramu policji jasno wynika, że podał dziewczynie narkotyk i upił ją szampanem. Sam wrzeszczał podczas zatrzymania w hotelowym holu, że jakoś dotąd nikt go nie zatrzymał za spanie z dziewczynami. Nawet jeśli, jak twierdzi, odbywało się to za ich zgodą, to - o zgrozo! - o czym to świadczy?
Dzieci (tak, cały czas stoję na stanowisku, że trzynastolatki, to dzieci) mają prawo nie wiedzieć, mają prawo do błędów i mają prawo ufać dorosłym.
Przykład Polańskiego pokazuje, jak łatwo dorosłym zacierać granice, które nigdy nie powinny być naruszone.
I niestety jest to jeden z wielu przykładów. Daleko szukać nie muszę. W 2006 roku powstał raport dla Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, opisujący sytuację w jednym z polskich domów dziecka. Tamtejszy dyrektor przez wiele lat dopuszczał się molestowania seksualnego wychowanków, jedocześnie tak nimi manipulując, że dzieci były gotowe wzajemnie robić sobie krzywdę, by tylko zyskać uznanie w oczach Pana Dyrektora. Raport tak mną wstrząsnął, że w efekcie powstał "Brudny Dotyk" - powieść o dzieciach, które muszą z takimi doświadczeniami uporać się na tyle, by jako dorośli, żyć normalnie.
Ile ich to kosztuje wysiłku, wiedzą tylko oni sami. Wiem to, bo rozmawiałam z tamtymi dziećmi. Dziś już są dorośli, sami mają dzieci. Ale nadal strasznie się boją.
A artystom, którzy popierają Polańskiego, życzę, by ich dzieci miały więcej szczęścia, niż Samantha.





komentarze (79) | dodaj komentarz

Dojrzałość mężczyzny

poniedziałek, 21 września 2009 12:53


- Dojrzałość mężczyzny poznasz po tym, jak radzi sobie z przeciwnościami losu. Czy zaczyna szukać rozwiązań, czy poddaje się i rezygnuje z tego, co ważne.
Tak mawiała moja ukochana prababcia. Wiedziała, co mówi, bo sama miała trzech mężów. Ale nie do końca z własnego wyboru - przeżyła dwie wojny. Dwóch pierwszych mężów pochowała, dopiero od trzeciego... odeszła. Mimo, że miała niemal siedemdziesiąt lat i z pewnością byłoby jej łatwiej żyć. Szczególnie w czasach, gdy nawet cukier kupowało się na kartki.
Gdy mówiła mi o tym, byłam dzieckiem i nie rozumiałam, co chce mi przekazać, ale dziś, gdy widzę, jak młodzi (i nie tylko) mężczyźni opuszczają ręce w bezradności, gdy właśnie powinni zakasać rękawy i działać - wiem, że miała rację.
Poddać się jest tak łatwo, nawet jeśli wmawia się sobie, że przecież nic nie można było zrobić.
Oczywiście nie znaczy to, że należy być ślepym i głupio, uparcie iść drogą, która ewidentnie dla kogoś nie jest. Tylko, że gdy patrzę dookoła, trudno mi znaleźć mężczyzn, którzy mają w sobie siłę. Siłę walki o to, co jest przede wszystkim dla nich ważne... no właśnie, czy w takim razie ważne?
Gdy rozmawiam z innymi kobietami, słyszę często: przeraża mnie, że on nic nie robi. Siedzi i czeka, tylko nie wiem na co?
A podobno w naturę męską nierozerwalnie wplecione jest działanie...

komentarze (22) | dodaj komentarz

Z podróży raz jeszcze.

niedziela, 13 września 2009 13:12

           



         Rankiem dom otulała mgła, a teraz przeciągam się z zatłoczonego przedziału pociągu, do promieni słońca. Ale już nie takie one ciepłe, a oślepiająco blade, rzucają coraz głębsze cienie. Szczególnie na południu, w górach, widać te kontrasty. Piękny jest tegoroczny wrzesień. Mija mi podróżami, wrażeniami i bodźcami. Bogato.
Słoneczny i wcale niezbyt wietrzny dzień, przedłuża trzeźwość umysłu z wczoraj.
Pisałam do późna, całkiem nowe, dopiero kiełkujące rzeczy, a powinnam przecież usiąść do notatek przesłanych mi do „... dotyku" przez pana Jana Koźbiela. Tymczasem tłoczy mi się w głowie wiele obrazów. Nie całkiem je znam i rozpoznaję, ale blisko tego, bo zdania zaczynają się układać same. A potem czytam ze zdziwieniem, że to spod moich palcy spłynęły i nadziwić się temu nie mogę.

          I przez ten nastrój chyba, zanim zjadłam rankiem lekkie śniadanie, włączyłam ulubiony winyl. Darł się bardziej, niż grał, bo dźwięki musiały przebić mur z myśli, by stać się wystarczająco głośne. Wkręcam się na odpowiednie obroty i inne poziomy, bo muszę to robić za każdym razem, gdy jestem kilka dni w pracy. W piątek materiał o podwrocławskim wywłaszczeniu, nieco odgrzewany po czwartku, jak niemal każdy wymagał dosadności, treści nie wypaczonej zaledwie w trzech minutach przekazu. Trudno potem nagle przestawić się na odbieranie innych częstotliwości. Zbyt wiele spraw poraża oczywistością. Ale to też pomaga zachowywać równowagę. Potrzebna jest dosadność, by móc sobie potem pozwolić na bujanie w obłokach.


Tańczyłam, śpiewając, a psy patrzyły z niemym politowaniem, kot z rozbawieniem chyba nawet.
Mają zwariowaną przyjaciółkę, ale chyba przywykły. Choć wczoraj Tara ewidentnie się na mnie obraziła, gdy wyjęłam z garderoby plecak. Jej wzrok mówił wyraźnie: znowu sobie jedziesz. A potem leżała tyłem do mnie, ignorując mnie długo i celowo, nie chcąc odsunąć się od szuflady, którą chciałam otworzyć. Przyszła do mnie dopiero wieczorem, położyła swój ciężki łeb na kolanach i westchnęła przeciągle. Nie jest wielkim pieszczochem, ale siedziałyśmy tak sobie długą chwilę. Szczęśliwie zwierzaki zostały pod dobrą opieką Oli, którą zamęczać będą: psy piłeczką, a kot łaszeniem się o nadprogramowe jedzenie. Bo, a nóż się uda.

Gdy wrócę, pójdziemy z psuńkami na grzyby. Sezon jesienny czas zacząć.




komentarze (2) | dodaj komentarz

sobota, 21 listopada 2009

O mnie

Dziennikarka (teraz tv, dawniej radio i prasa), pisząca prozę, ale czasami i poezje.Do poczucia normalności potrzebuje towarzystwa ludzi i zwierząt - szczególnie psów, koni, kotów. Kocha przyrodę, wędrówki i podróże.

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 02.11.2009 21:09:08
  • autor: jodyna
  • treść: Przesyłam pozdrowien...